Po dłuższej przerwie blog wznawia działalność. Amerykański prezydent wybrany, emocje kampanijne za nami i można przerzucić zainteresowanie na Polskę. Tam też dzieją się rzeczy niezmiernie interesujące.
Lech Walęsa już od 25 lat jest noblistą. Myślę, że każdy z nas o wystarczająco długiej pamięci potrafi odtworzyć tę radość i dumę z faktu przyznania Wałęsie prestiżowej nagrody.  Jego nagroda była “naszą” nagrodą, to było jakby uhonorowanie naszej, polskiej, niedopległościowej sprawy.
I oto od niedawna głośno, a od kilkunastu lat po cichu, mówi się o niejasnej, a wręcz dość mrocznej przeszłości najsłynniejszego elektryka Rzeczypospolitej. Postać TW Bolka próbowali wyciągnąć na światło dzienne przez długi czas dawni towarzysze strajkowi oraz związkowi Wałęsy. Wtedy, na początku lat 90-tych obrzucano ich natychmiast epitetami w stylu “oszołomy”. Dziś nie do końca przejrzystą biografię wodza Solidarności upowszechnili w końcu historycy IPN-u.
Publikacji tej od samego początku jej powstawania  towarzyszyła debata medialna, w ramach której autorów dezawuowano w każdy możliwy sposób, a wokół Wałęsy tworzono częstokół, jak wokół zamku warownego.
Myślę, że kwestia: na ile Wałęsa jest nietykalnym symbolem ruchu niepodległościowego i antykomunistycznego jest otwarta. Jest to kwestia osobistgo poglądu i osobistej wrażliwości na symbolikę, zwłaszcza uosabianą tak, jak w tym przypadku.
Natomiast prawda historyczna domaga się swojego prawa do bytu zupełnie niezależnie. Prawda historyczna musi być poszukiwana i ujawniana. Niezależnie od kosztów emocjonalnych, czy nawet społecznych. Groteskowo  brzmią retoryczne pytania obrońców Wałęsy: komu to potrzebne?
Otóż twierdzę, że to jest potrzebne historycznej świadomości Polaków. Jeżeli nie wolno nam znać prawdy o Wałęsie, to po co było zrzucać pomniki Dzierżyńskiego, czy Lenina. Komu to szkodziło, że funkcjonowali, jako symbole?
Dla mnie, ale i dla wielu innych Polaków niezmiernie istotna jest świadomość tego, że Lech Wałęsa współpracował z SB, że w niejasny sposób znalazł się w stoczni w sierpniu, że według zgodnych relacji – do końca niemal namawiał komitet strajkowy do zakończenia strajku. Dla mnie to ważne. I nie przeszkadza mi w tym to, że przez ponad 20 lat patrzyłem w niego, jak w obrazek.
Interesujące jest również i to, że Wałęsa nie potrafi się wobec zarzutów sensownie bronić. Gdy ostatnio wyszła na światło dzienne opowieść esbeka, jakoby Bolek nie miał nikogo skrzywdzić swoimi infromacjami, Wałęsa podważał wiarygodność relacjoi o nim tym, że autorzy napisali, iż esbek już nie żyje. Nie jest ważne, że on spotykał się z esbekiem - ważne, że esbek nagle “wstał z martwych”.
Smutne to, kiedy człowiek obdarzany nieograniczonym kredytem zaufania okazuje się małym agencikiem. Ale jeszcze smutniejsze jest to, że nie potrafi z godnością przyznać się do swojej przeszłości i dla ratowania swojej reputacji odwołuje się do zagranicznych autorytetów. Tak stało się przy okazji tej rocznicy. Pomijam już dziwaczny pomysł obchodzenia rocznicy przyznania nagrody. Ale owa feta z udziałem Dalaj Lamy, czy nawet prezydenta Francji, to zabieg socjotechniczny obliczony na odnowienie nadszarpniętej reputacji. Czy uciekanie się do takich sztuczek godzi się Wałęsie, którego podziwialiśmy i którego kochaliśmy?
Uważam, że się nie godzi. Jeżeli nie był agentem, powinien być w stanie odeprzeć oskarżenia . Skoro był, powinien zniknąć z życia publicznego. Wtedy ocaliłby resztki godności. A tak, trzymając się kurczowo blasku i aureoli wygląda groteskowo. I na dodatek, kpi z nas.