No dobrze, więc przyznaję, że się pomyliłem, a raczej nie doceniłem Obamy – zgoda, nie jest on niechętny prezydenturze. Choć nie wiem, czy zdaje sobie sprawę, że się do tego nie nadaje. Ale to już inna sprawa.
Mam natomiast wątpliwości, czy McCain jest entuzjastycznie nastawiony do możliwości patrzenia na świat z perspektywy owalnego pokoju. Może to kwestia wieku, może czegoś innego, ale jego kampania ostatnich kilku tygodni, kilka wypowiedzi i w ogóle jakaś miałkość w poczynaniach senatora z Arizony budzą wątpliwość w szczere zamiary przejęcia rządów z rąk prezydenta Busha.
Chyba nigdy się do tej pory nie zdarzyło w kampaniach prezydenckich w Ameryce, żeby jeden z ubiegających się mówił o drugim, że tamten będzie świetnym prezydentem. Na te słowa uczestnicy wiecu zabuczeli jak na zawołanie. Przedtem jeszcze przy różnych okazjach podkreślał swoje uznanie dla Obamy. Całokształt kampanii McCaina sprawia chwilami wrażenie, że jest on emisariuszem swojego oponenta.
Cóż, dla mnie, konserwatysty zwycięstwo McCaina w prawyborach nie było wymarzonym. Mnie się wydawał od początku najsłabszym ze stawki. Dlaczego wygrał? Cóż, to już tajemnica polityki amerykańskiej, która chodzi sobie tylko znanymi ścieżkami. Tak jak rozumowanie amerykańskiego wyborcy. O ileż sytuacja byłaby jaśniejsza, gdyby w St.Paul nominowano zamiast niego np. Freda Thompsona, człowieka o świetnej reputacji, jednolitych poglądach i mocnym charakterze. Ale jemu się nie chciało już w połowie prawyborów.
Albo Mit Romney – sprawdzony przywódca w biznesie, gubernator stanu, Człowiek zmotywowany i o wysokich kwalifikacjach moralnych. Niektórzy wskazaliby na Rona Paula. W tym miejscu powiem tylko, że człowiek, który pozycję geopolityczną Ameryki definiuje tak samo, jak Ojcowie Założyciele ponad 200 lat temu bardziej nadaje się do muzeum, jako eksponat, niż do polityki. W muzeum byłby mniej szkodliwy.
Więc jest jak jest. Ponieważ wielu się nie chce, a inni nie potrafią - Ameryka pewnie będzie miała pierwszego czarnego prezydenta. I zapewniam wszystkich, że nie kolor skóry mi nie odpowiada. Obiema rękami glosowałbym na Charlesa Steele’a, albo Condi Rice. Ale tym też się nie chce.