Więc mamy uchwalony amerykański pakiet ratunkowy dla sektora bankowego. Wasztngtońskie szarady zakończyły się przyjęciem programu. I tylko jakoś nie widać entuzjazmu ani oczekiwanej radosnej reakcji środowisk finansowych działających na nowojorskiej gieldzie. Prezydent niezwłocznie zapowiedział Amerykanom, że program naprawczy nie jest działaniem natychmiastowym i trzeba na efekty poczekać. W telewizorach pojawiły się gądające glowy, które jak jeden mąż wyrażają zadowolenie, że “coś zostało zrobione”. W ogóle może się wydawać, że mantrą na dzisiaj jest owo ”coś należy zrobić”. Jak się nie wie, co konkretnie należy w jakiejś sytuacji zrobić, to lepiej nie robić nic. Zwłaszcza zgorpodarką.
Myśle, że bardzo nie wczas zdarzył się ten dołek giełdowy i towarzyszacy nu zastój na rynkach fifansowych. Bardzo nie w czas. Zbyt blisko wyborów. Musiało się to stać nieuchronnie politycznym zagadnieniem numer jeden. Musiało. Bo tak naprawdę,  czy jest tak dramatycznie jak nam mówią - spójrzmy na to spokojnie ze zdrowego dystansu.
Prawda, że wskaźnik Dow Jones spadł któregoś dnia o 777 punktów (nota bene jaka wieszczbna ta liczba…). Już podniosły się wrzaski, że jeszcze o tyle punktów nie stracił wskaźnik nigdy. No i co z tego, skoro procentowo, ten spadek stanowi około 7%, podczas, gdy zapad z końca lat 20-tych był bliski 30%. Tym bardziej nie widzę powodów do masowych samobójstw, że DJ skacze w górę i w dół co kilka dni, co w Wielkiej Depresji nie miało miejsca i na przestrzeni kilku lat utrzymywał się spadek przecinany stagnacją.
Ktoś, kto nerwowo przegląda zestawienia swoich inwestycji, funduszów itp, powinien mieć pewien niepokój tylko w sytuacji, gdy jest emerytem i zauważa, jak mu pula się kurczy, bo wypłaty wyższe, niż przybór procentu. Pozostali powinni być ogromnie rozradowani, bo teraz jest doskonały czas do inwestowania. Wartości akcji są niskie, ceny jednostek inwestycyjnych również. Nic, tylko inwestować. Dzisiejsi spryciarze będą największymi wygranymi, gdy bessa odejdzie.
Prawda też, że rynek pożyczek nieruchomościowych dostał zadyszki i prawda, że źle się w tej branży działo od lat. Ale po pierwsze, liczba tzw złych (czyli nieściągalnych) pożyczek to zaledwie 2%całego rynku, a po drugie nietrudno wskażać winnych rozpasania pożyczkowego i ich ukarać. To sprawa bardziej kryminalna, albo konstytucyjna, niż ekonomiczna.
Wraz z pakietem pomocowym rząd (na obu końcach Pennsylvania Avenue) podjął ogromne ryzyko. Sama kwota – choć duża – nie jest znaczącym ubytkiem z budżetu. Natomiast chodzi o zasadę wolnego rynku oraz więzią między prowadzeniem interesów i ponoszeniem konsekwencji (miłych lub niemiłych). Raz zerwana, nie daje się z powrotem połatać. Gospodarka zaczyna ginąć.
Ten pakiet służy niezwykle krótkookresowym interesom polityków, którzy ubiegają się o wybór. Stąd zapewne reakcja Wall Street nie była w piątek entuzjastyczna, odntowano dalszy spadek. Dlaczego? Otóż fachowcy wiedzą o co chodzi. Oni znają proporcje tego, co się na rynku dzieje I wiedzą, że marne 700 mld niczego nie zmieni, a co najwyżej pogorszy sytuację, bo tak naprawdę nie zlikwidowania źródla problemu.
Szkoda, że nikt tego nie powiedział nie tak znowu światłym liderom Kongresu. I również szkoda, że  politycy cierpią na ostry zanik cech przywódczych. W znacznej mierze wolą podążać za codziennymi sondażami, zamiast prowadzić naród na nowe wyzwania. To był właśnie moment do wykazania się odwagą polityczną, która zawsze sprowadza się do podejmowania niepopularnych decyzji. Średniactwo nami rządzi